Andrzej Sapkowski

Menu:

saga Zestaw - Saga o Wiedźminie +Sezon burz - PROMOCJA!

Recenzja Narrenturm


„Narrenturm”, czyli witamy w wieży błaznów

Parę dni temu premiera Dzikiego Gonu, szalejemy, cieszymy się, hej. A w mojej głowie synapsy Wiedźmin-Sapkowski są połączone odwiecznie i niezmiennie i w obie strony działają. Dlatego też dziś chciałabym na talerzyku literackiego smakosza podać inne wyborne danie przyrządzone nam przez rzeczonego Pana. Danie mniej znane, a z pewnością nie gorsze niż przywołany wyżej cykl o białowłosym zawodowcu.

” Koniec świata w Roku Pańskim 1420 nie nastąpił. Nie nastały Dni Kary i Pomsty poprzedzające nadejście Królestwa Bożego. Nie został, choć skończyło się lat tysiąc, z więzienia swego uwolniony Szatan i nie wyszedł, by omamić narody z czterech narożników Ziemi. Nie zginęli wszyscy grzesznicy świata i przeciwnicy Boga od miecza, ognia, głodu, gradu, od kłów bestii, od żądeł skorpionów i jadu węży. Świat nie zginął i nie spłonął. Przynajmniej nie cały. Ale i tak było wesoło. „

Powieść historyczna z elementami fantastyki, a może fantastyczna w realiach staropolskich? Jedno jest pewne. Nudzić się nie będziemy.

Okres wojen husyckich zajmuje w podręcznikach historii zwykle kilka zdań, no, może akapit, jak ktoś chce być dokładniejszy. Przeciętny zjadacz chleba, zapytany o ten okres historyczny, wzruszyłby ramionami lub odpowiedział: eeeeCzechy?eeeeHerezje?eeeeInkwizycja? Co lepiej doinformowany krzyknąłby triumfalnie: „Žižka!” i uśmiechnął się, prezentując trzonowce, dumny, że zagiął pytającego. Tako, wstyd się przyznać, i ja… Historia nie jest i nigdy nie była moją wielką pasją, nawet tę małą porcję w czasach szkolnych przyjęłam z trudem. I nie bez zwracania. Jak nietrudno się domyśleć, do „Narrenturmu” podeszłam jak kot do jeża, spodziewając się troszkę odgrzanego w co prawda pięknej mikrofalówce, ale nadal Kraszewskiego. To było jedno z najlepszych „rozczarowań” książkowych w moim życiu.

” Ale i tak było wesoło. Zwłaszcza Reinmarowi z Bielawy, zwanemu także Reynevanem, zielarzowi i uczonemu medykowi, spokrewnionemu z wieloma możnymi ówczesnego świata. Młodzieniec ów, zakochawszy się w pięknej i obdarzonej temperamentem żonie śląskiego rycerza, przeżywa niezapomniane chwile miłosnych uniesień. Do czasu, kiedy wyłamując drzwi, wdzierają się do komnaty krewniacy zdradzanego małżonka. I w tym momencie Reynevanowi przestaje być wesoło. „

Musicie przyznać, że zapowiedź zdecydowanie… Przykuwająca uwagę. Sapkowski roztacza przed nami wyjątkowo realistyczny wbrew fantastycznym pozorom obraz późnośredniowiecznej Polski i rozpina akcję na stelażu konkretnych zdarzeń, postaci i faktów historycznych, przeplatając, łącząc i wiążąc je ze sobą wedle potrzeby, ale z umiarem. Nie znajdziecie tu jednak śmiertelnie nudnej osi czasu, do której jesteśmy nie wiedzieć czemu przykuci. Historia Polski występuje tu bardziej jako wielka, niepojęta i nieokiełznana siła, miotająca ludźmi bezlitośnie, a każdy z nich przecież snuje swoją własną, malutką, której jest głównym bohaterem. Jakby tego wszystkiego było za mało, żeby uznać „Narrenturm” za co najmniej świetny…

… wyobraźcie sobie rozpoznawalny z drugiego końca galaktyki soczysty język Sapkowskiego zaprawiony suto staropolszczyzną w omaście z łacińskich fraz zapieczony w wybornym fantasy opartym na mitologii słowiańskiej. To właśnie „Narrenturm”. Znakomita, dopracowana w najdrobniejszych szczegółach, wycyzelowana wręcz forma. A żeby czytelnika, nawet najwybredniejszego, nie zanudzić, autor umiejętnie z charakterystyczną dla siebie lekkością żongluje groteską zdarzeń, bezczelnym humorem krętaczy pokroju Szarleja, rozbrajającą naiwnością Reinmara, dorzucając jeszcze po drodze napuszony kler i pozornie przypadkowe smaczki w stylu jednego z moich ulubionych fragmentów:

Na ten widok zdenerwował się staruszek przeor. Poczerwieniał jak wiśnia, zaryczał jak lew i rzucił się w bitewną gęstwę, rażąc na prawo i lewo srogimi ciosami palisandrowego krucyfiksu.

-Pax! – wrzeszczał, bijąc. – Pax! Vobiscum! Miłuj bliźniego! Swego! Proximum tuum! (reszta niecenzuralna)

Niecenzuralna – à propos… Sapkowski bynajmniej nie buduje obrazu sielankowej Polski rodem z taniego landszafciku. I dobrze. Bo byśmy się wszyscy niewąsko rozczarowali. Nie spuszcza wstydliwie oczu, robiąc buzię w ciup i rumieniąc się, pisze wprost, obuchem w czoło, tratując po drodze wszelkie wahania. Brutalne opisy inkwizycyjnych tortur, soczyste „momenty”, barwny, delikatnie rzecz ujmując, język, nieuciekanie przed żadnym tematem. Mam takie skrzywienie, chyba-nie-zawodowe – forma jest dla mnie równie ważna jak treść. (Może dlatego tak ciężko czyta mi się Pieśni Lodu i Ognia, ale o tym potym). Jak pisałam już kiedyś wcześniej – pomysł, nawet nie wiem jak świetny, cały spowity w śmiecie i łachmany nie zachwyci i koniec. Na szczęście w tym przypadku widmo jakiegokolwiek dylematu zostało zażegnane na samym początku – Sapkowski jak najbardziej w formie, wymagający wiele zarówno od siebie, jak i od czytelników.

Komu poleciłabym książkę? Hmmm. Temu, kto myśli, że historia nigdy go nie zainteresuje. Kiedy akcja porwie go w pierwszym rozdziale, kiedy zanurzy się po uszy w świecie Reynevana, kiedy poleci z nim na ławie na sabat czarownic na Łysą Górę, zrozumie, że ta książka udowadnia coś cholernie ważnego. Że nie ma czegoś takiego jak „nudna historia”- jest tylko źle opowiedziana.

* Wszystkie cytaty pochodzą z książki „Narrenturm”, Andrzej Sapkowski, Niezależna Oficyna Wydawnicza NOWA Sp. z o. o., Warszawa, 2002 r.

Autor: INKOHOLICZKA (https://inkoholiczka.wordpress.com/2015/06/01/narrenturm-czyli-witamy-w-wiezy-blaznow/)


powrót do recenzje