Andrzej Sapkowski

Menu:


saga Kolekcjonerskie wydanie Sagi o Wiedźminie

sagaebooki Promocja na ebooki - pakiet 8 tomów o Wiedźminie za 177,80 zł

Wieża Jaskółki - cytaty

"Rozdział trzeci"

Często stawiano mi pytanie, jak to się stało, że zdecydowałem się spisywać me wspomnienia. Wielu ludzi zdawał się interesować moment, w którym memuary moje zaczęty powstawać - jaki mianowicie fakt, wydarzenie, czy też ewenement początkowi spisywania towarzyszył lub dał asumpt do niego. Poprzednio różnych udzielałem wyjaśnień i łgałem nierzadko, teraz atoli prawdzie oddam hołd, albowiem dziś, gdy mi włos pobielał i przerzedził tęgo, wiem, że prawda to cenne ziarno, łeż zaś - niegodne plewy.

A prawda jest taka: ewenementem, który wszystkiemu dał asumpt, któremu zawdzięczam pierwsze zapiski, z jakich zaczęto się formować późniejsze dzieło mego życia, było przypadkowe znalezienie papieru i ołówka wśród rzeczy, które ja i moi kompani ukradliśmy z lyrijskich wojskowych taborów. Zdarzyło się to...

Jaskier, Pół wieku poezji


----------------------------------------------------------------

A nam sława i rozgłos były akurat najmniej potrzebne. Przypominam tym, którzy nie pamiętają, że tenże sam Wiedźmin Geralt, teraz pasowany rycerz, ścigany był przez organa bezpieczeństwa wszystkich Czterech Królestw w związku ze sprawą rebelii magików na wyspie Thanedd. Mnie, osobę niewinną i czystą niby łza, próbowano obciążyć zarzutem szpiegostwa. Do tego dodać trzeba Milvę, kolaborującą z driadami i Scoia'tael, zamieszaną, jak się okazało, w osławione masakry ludzi na rubieżach Lasu Brokilon. Do tego dołożyć należy Cahira aep Ceallach, Nilfgaardczyka, obywatela wrogiej bądź co bądź nacji, którego obecność po niewłaściwej stronie frontu niełatwo dał oby się eksplikować i usprawiedliwić. Tak się składało, że jedyny członek naszej drużyny, którego życiorysu nie paprały sprawy polityczne lub kryminalne, był wampirem. Takim to sposobem zdemaskowanie i rozpoznanie kogokolwiek z nas groził o wszystkim pozostałym wbiciem na zaostrzone osinowe kołki.


----------------------------------------------------------------

Pobraliśmy też tyle różnego ekwipunku, ile nam w ręce wlazło - gwoli sprawiedliwości dodam, że połowę przyszło nam później wyrzucić. Jak rzekła Milva, tak bywa, gdy kradnie się po ciemku.

Najwięcej pożytecznych rzeczy pobrał z kazionnych zapasów wampir Regis, który po ciemku widzi lepiej niż za dnia. Regis dodatkowo obniżył obronność lyrijskiej armii o grubego myszatego muła, którego wywiódł z zagrody tak sprytnie, że ni jeden zwierzak nie zaparskał ani nie tupnął. Opowieści o zwierzętach wyczuwających wampiry i reagujących na ich woń panicznym strachem należy zatem włożyć między bajki - chyba, że chodzi o niektóre ze zwierząt i niektóre z wampirów.


----------------------------------------------------------------

Muł nosi imię Draakul. Został tak nazwany przez Regisa zaraz po kradzieży i tak już zostało. Regisa najwyraźniej bawi to imię, niezawodnie mające jakieś dowcipne znaczenie w kulturze i mowie wampirów, ale nam wyjaśnić tego nie zechciał, twierdząc, że to nieprzetłumaczalna gra słów.


----------------------------------------------------------------

Wampir Regis miał ponad czterysta lat. Jeśli nie łgał, oznaczało to, że był z nas wszystkich najstarszy. Oczywiście, mogła to być zwyczajna bujda, któż był w stanie to sprawdzić? Wolałem jednak zakładać, że nasz wampir był prawdomówny, albowiem deklarował nam także, że na dobre i nieodwołalnie zarzucił wysysanie z ludzi krwi - dzięki tej deklaracji jakoś spokojniej usypialiśmy na nocnych biwakach. Zauważyłem, że początkowo Milva i Cahir zwykli po przebudzeniu lękliwie i niespokojnie obmacywać szyje - ale rychło zaprzestali. Wampir Regis był - lub zdawał się być - wampirem absolutnie honorowym. Jeśli mówił, że nie będzie wysysał, to nie wysysał.

Posiadał on jednak wady, i to nie wynikające bynajmniej z jego wampirzej natury. Regis by ł intelektualistą - i lubił to demonstrować. Miał denerwujący zwyczaj wygłaszania twierdzeń i prawd tonem i z miną proroka, na co rychło jednak przestaliśmy reagować, albowiem wygłaszane twierdzenia były albo faktycznymi prawdami, albo brzmiały jak prawda, albo były niesprawdzalne, co w sumie na jedno wychodził o. Iście nieznośna natomiast była Regisowa maniera odpowiadania na pytanie, zanim pytający skończył pytanie formułować - ba, niekiedy nawet zanim pytający zdążył zacząć je formułować. Ja ów mniemany przejaw wysokiej jakoby inteligencji zawsze miałem bardziej za przejaw chamstwa i arogancji, a cechy te, pasujące do środowiska uniwersyteckiego lub kół dworskich, są trudne do zniesienia u towarzysza, z którym przez całe dnie podróżuje się strzemię w strzemię, a w nocy śpi pod tą samą derką. Do poważniejszych kwasów nie doszło jednak, a to za sprawą Milvy. W odróżnieniu od Geralta i Cahira, którym wrodzony widać oportunizm nakazywał dopasować się do maniery wampira, a nawet konkurować z nim pod tym względem, łuczniczka Milua przedkładała rozwiązania proste i bezpretensjonalne. Gdy Regis po raz trzeci udzielił jej odpowiedzi na pytanie w połowie zadawania, sklęła go ciężko, używając słów i określeń zdolnych wywołać rumieńce zażenowania nawet u starego lancknechta. O dziwo, poskutkowało - wampir w mgnieniu oka pozbył się denerwującej maniery. Z czego wypływa, że najskuteczniejszą obroną przed intelektualną dominacją jest solidne obsobaczenie próbującego dominować intelektualisty.

Milva, jak mi się zdaje, dość ciężko przeżyła swój tragiczny wypadek - i stratę. Piszę: jak mi się zdaje, bom świadom, że będąc mężczyzną, żadnego wyobrażenia mieć nie mogę, czym jest dla niewiasty taki wypadek i taka strata. Choć jestem poetą i człekiem pióra, nawet moja szkolona i ćwiczona wyobraźnia zawodzi tu i nic na to nie poradzę.

Fizyczną sprawność łuczniczka odzyskała szybko - z psychiczną było gorzej. Zdarzało się, że cały dzień, od brzasku do zmroku, nie odezwała się ni słowem. Lubiła znikać i trzymać się na uboczu, co trochę wszystkich niepokoiło. Aż wreszcie przyszedł przełom. Milva odreagował a jak driada lub elfka - gwałtownie, impulsywnie i niezbyt zrozumiale. Któregoś ranka na naszych oczach dobył a noża i bez słowa obcięła sobie warkocz przy samym karku. "Nie przystoi, bom nie panna" , rzekła, widząc nasze opadnięto żuchwy. "Ale żem i nie wdowa", dodała, "tedy koniec żałobie". Od tego momentu była już taka, jak dawniej - opryskliwa, kąśliwa, pyskata i do słów nieparlamentarnych skora. Z czego wywnioskowaliśmy, że kryzys miała już fortunnie za sobą.


----------------------------------------------------------------

- Przesadzasz, Milvo - rzekł łagodnie wampir.

- I to nawet grubo - stwierdził Jaskier.

- Też mi się tak wydaje - dodał niefrasobliwie Cahir. - Nie wiem, jak to z tym jest u Nordlingów, ale w Cesarstwie posiadanie rękopisów nie jest uważane za crimen, a działalność literacka nie podlega karze. Geralt pokosił na niego oczy i z trzaskiem złamał patyk, którym się bawił.

- Ale w miastach zdobytych przez tę kulturalną nację biblioteki podlegają puszczaniu z dymem - powiedział niezaczepnym tonem, ale z wyraźnym przekąsem. - Mniejsza z tym, wszelakoż. Mario, też mi się zdaje, że przesadzasz. Pisanina Jaskra nie ma, jak zwykle, żadnego znaczenia. Dla naszego bezpieczeństwa także.

- Jużci, akurat! - zaperzyła się łuczniczka, siadając. - Ja swoje wiem! Mój ojczym, gdy królewskie komornik! spis ludności u nas robili, to nogi wziął za pas, w matecznik zapadł i dwie niedziele tam siedział, nosa nie wysuwał. Gdzie pergament, tam jurament, zwykł mawiać, a kto dziś inkaustem zapisany, ten jutro kołem połamany. I praw byt, choć parszywiec był z niego, ino hej! Dufam, że się w piekle smaży, kurwi syn!

Milva odrzuciła koc i przysiadła się do ognia, definitywnie wybita ze snu. Zanosiło się, zauważył Geralt, na kolejną długą nocną rozmowę.

- Nie lubiłaś twego ojczyma, miarkuję - zauważył Jaskier po chwili milczenia.

- Nie lubiłam - Milva słyszalnie zgrzytnęła zębami. - Bo parszywiec był. Gdy matuś nie baczyła, dobierał się, z łapami pchał. Mowy nie słuchał , tom wreszcie nie zdzierżywszy, grabiami do niego przemówiła, a gdy padł, jeszcze żem go kopia razik albo drugi, w żebra i w słabiznę. Dwa dni potem leżał i krwią plwał... A ja z domu precz w świat dunęłam, nie czekając, aż ozdrowieje. Potem słuchy mię doszły, że pomarł, a matuś moja skoro po nim... Ejże, Jaskier! Ty to zapisujesz? Ani śmiej! Ani śmiej, słyszysz, co mówię?


----------------------------------------------------------------

- Słyszałeś, Jaskier? - zawołał Wiedźmin. - Odczep się od dziewczyny i zajmij czymś pożytecznym. Albo memuary pisz!

- Pić mi się chce. Napiłbym się czegoś przed jedzeniem. Mam trochę ziół, przyrządzę sobie napar. Babko, znajdzie się tu w chacie ukrop? Ukrop, pytam, znajdzie się?

Siedząca na przypiecku staruszka, matka bartnika, podniosła głowę znad cerowanej skarpety.

- Znajdzie, gołąbeczku, znajdzie - zamamlała. - Ino, że wystudzony.


----------------------------------------------------------------

I ruszyliśmy na południe, ku Stokom, krainie położonej u podnóża Gór Amell. Ruszyliśmy wielkim orszakiem, w którym było wszystko: młode dziewczyny, bartnicy, traperzy, baby, dzieci, młode dziewczyny, gadzina domowa, domowe parafernalia, młode dziewczyny. I cholernie dużo miodu. Wszystko się od tego miodu lepiło, nawet dziewczyny.


----------------------------------------------------------------

- Jaskier! Przytrocz porządniej ten twój tubus! Byłaby szkoda, gdyby pół wieku poezji urwało się i zagubiło w paprociach.

- Nie ma strachu! Nie zgubię, bądźcie pewni. I odebrać sobie nie dam! Każdy, kto chciałby mi ten tubus odebrać, pierwej będzie musiał przestąpić nad mym stygnącym trupem. Można wiedzieć, Geralt, co wywołuje twój perlisty śmiech? Pozwól, niech zgadnę... Wrodzony kretynizm?


----------------------------------------------------------------

Pod obcasem Zdyba zamknięcie bezcennego znaleziska puści ło i na ziemię wypadła zawartość.

- O żeż gamratka chędożona! - krzyknął zdumiony Cap. - Co to takie jest?

Pytanie było głupie, albowiem na pierwszy rzut oka widać było, że są to arkusze papieru. Dlatego Zdyb, miast odpowiadać, wziął jeden z arkuszy do ręki i zbliżył go do nosa. Przez dłuższą chwilę przyglądał się obco wyglądającym znakom.

- Zapisany - stwierdził wreszcie autorytatywnie. - To są litery!

- Litery? - wrzasnął Kamil Ronstetter, blednąc ze zgrozy. - Zapisane litery? O żeż gamratka!

- Zapisane, znaczy czary! - wybełkotał Cap, z przerażenia dzwoniąc zębami. - Litery, znaczy gusła! Nie dotykajta tego, gamratka jego chędożona mać! Tym się zarazić można!

Zdyb nie dał sobie dwa razy powtarzać, cisnął arkusz do ognia i nerwowo wytarł drżące dłonie o spodnie. Kamil Ronstetter kopniakiem wtrącił do ogniska resztę papierów - w końcu, jakieś dzieci mogły napatoczyć się na to cholerstwo. Potem cała trójka pospiesznie oddaliła się z niebezpiecznego miejsca. Bezcenny zabytek piśmiennictwa Wieków Mrocznych palił się jasnym, wysokim płomieniem. Przez kilka krótkich chwil wieki przemawiały cichutkim szeptem czerniejącego w ogniu papieru. A potem płomień zgasł i gamrackie ciemności okryły ziemię.



powrót do Cytaty "Wieża Jaskółki"



Promocja na ebooki - pakiet 8 tomów o Wiedźminie za 177,80 zł